24 kwietnia to Fashion Revolution Day upamiętniający katastrofę, która wydarzyła się cztery lata temu w Bangladeszu, nieopodal Dhaki, stolicy kraju. Runął tam ośmiokondygnacyjny budynek Rana Plaza. Mieściło się w nim oprócz banku i sklepów, kilka fabryk produkujących odzież. W wyniku katastrofy budowlanej zginęło 1130 osób, głównie kobiety, szyjące ubrania dla zachodnich koncernów odzieżowych. Budynek, który się zawalił, według projektu architektonicznego miał mieć o 3 kondygnacje mniej (5 zamiast 8) i nie był przeznaczony do produkcji wymagającej tak ciężkich urządzeń jak maszyny tekstylne i wielkie generatory. W fabrykach na terenie Rana Plaza produkowano ubrania między innymi dla Benettona, Monsoon, Accessorize, Mango, Primark czy Walmartu. Znaleziono w gruzach także metki polskich marek z LPP.

Ta sytuacja spowodowała ogromne poruszenie na całym świecie, więcej ludzi zaczęło się zastanawiać nad tym kto i w jakich warunkach produkuje ubrania, które noszą. W Wielkiej Brytanii powstał międzynarodowy ruch FASHION REVOULTION , dzięki któremu co roku przypominamy o tym co stało się w Bangladeszu. Od 24-30 kwietnia trwa Fashion Revolution Week, zadaniem, którego jest zwrócenie uwagi na to jak powstaje odzież, w jakich warunkach i przez kogo jest produkowana. Fashion Revolution pracuje przez cały rok, nad poprawą warunków pracy w przemyśle tekstylnym i zachęca firmy do przejrzystości dostaw.

 

Fot. Karol Wysmyk

 

Kupując ubrania nie wiemy kto tak naprawdę je robi, co więcej nawet się nad tym nie zastanawiamy. Zwrócenie uwagi na to, że za każdą sztuką, która znajduje się w sklepie czy naszej szafie stoi konkretna osoba. Osoba, która ma swoją historię, swoje marzenia i swoje życie. Najczęściej zupełnie inne niż nasze. Akcja “Who mades my clothes?” zachęcająca ludzi do zadawania tego pytania firmom, do oczekiwania na nie odpowiedzi, a firmy obliguje do zwracania uwagi nie tylko na cenę, za jaką mogą wyprodukować daną rzecz, ale także na warunki w jakich pracują ludzie, którzy szyją ich ubrania.

 

Fot. Karol Wysmyk

 

Bazując na badaniach tej organizacji, okazuje się, że minimalne podniesienie stawek godzinowych dla pracowników szwalni może realnie polepszyć poziom ich życia, nie zmieniając przy tym zasadniczo finalnej ceny ubrań. Bez względu na to gdzie ubrania są szyte, wszędzie występuje tan sam mechanizm kalkulowania cen. Najczęściej to pracownicy niższego szczebla ponoszą konsekwencje chciwości koncernów odzieżowych i naszego przyzwyczajeń do ciągłej konsumpcji. Większość ludzi nie ma pojęcia o tym, że aby powstało ubranie, musi najpierw powstać materiał, z którego będzie ono wyprodukowane. Jeżeli będzie to bawełniany materiał, to wcześniej rolnik musi taką bawełnę posiać, poczekać aż urośnie i zebrać. Potem trafia ona do fabryki, w której tworzy się z niej włókno i przędzę. Tam też jest barwiona. Kolejny etap to tworzenie z niej tkaniny. Później z tkaniny robi się ubrania, ale żeby je uszyć oprócz krawcowej czy szwaczki, potrzebna jest maszyna, nici, prąd, konstrukcja ubrania i jego projekt. Zwróćmy uwagę ile osób na tym etapie jest już zaangażowanych w powstanie bawełnianej bluzki czy sukienki, takiej zwyczajnej bez nadruku, bez wymyślnej tkaniny, nawet bez guzików 🙂

 

Fot. Karol Wysmyk

 

 

Mówienie o tym jak szyte są ubrania to stanie po stronie świadomej konsumpcji, to wspieranie etycznych wyborów.

Projektując modę zwracam uwagę na wszystkie aspekty powstawania odzieży i jest to ważne dla CONFASHION, że materiały, których używamy powstają w Polsce lub w Europie, że szyjemy w niedużej firmie, w której znamy każdą osobę. Staramy się mieć jak najlepsze relacje oparte na wzajemnym szacunku z tymi, którzy dla nas coś robią.

 

 

Fot. Karol Wysmyk

 

W ramach tegorocznej rewolucji, grupa Fashion Revolution Poland przygotowała sesję zdjęciową pod hasłem Fashion Revolution Week 2017: #whomademyclothes x Love Story. Do udziału w kampaniii zaproszono influencerów, ekspertów, praktyków oraz komentatorów polskiej branży modowej zaangażowanych w otwartą ideę odpowiedzialnego podejścia do zakupów i ubrań. Ewa Kowalewska-Kondrat, Marta Siniło, Ewa Wojciechowska, Weronika Wawrzkowicz oraz Michał Zaczyński zaprezentowali ubrania, które służą im od lat, podkreślają ich styl oraz sprawiają, że świetnie się czują. Ubrania, z którymi łączy ich prawdziwe Love Story.

Love Story jest jednym z pomysłów Fashion Revolution na alternatywne podejście do szybkich, często nieprzemyślanych lub niepotrzebnych zakupów. Organizacja zachęca konsumentów do zakochania się w swojej garderobie i rzeczach, które już posiadają. Osoby na całym świecie mogą podzielić się swoimi miłosnymi historiami tagując #whomademyclothes, #lovedclotheslast oraz #fashionrevolution w swoich mediach społecznościowych, nagrać krótki filmik o wybranej rzeczy lub opublikować list miłosny skierowany do wybranych marek modowych. Bohaterzy tegorocznej sesji Fashion Revolution Week 2017: #whomademyclothes x Love Story opisali historie związane z ubraniami, które pojawiły się na zdjęciach. Wspólnie z  Fashion Revolution zadali markom modowym widniejącym na ich metkach pytanie #whomademyclothes ?

 

Fashion Revolution Week 2017: #whomademyclothes x Love Story

Miejsce: Szyjemy Sukienki
Fotograf: Michaela Metesova
Produkcja: Aga Kowalska
Make Up: Patrycja Michera
Stylistka: Agnieszka Łukasik